filie

NR 74 MŁYN DWORSKI Z KAMIENICY Z DOMEM MŁYNARZA

Wnętrze młyna z Kamienicy. Widoczne dwa drewniane kosze zasypowe. W tle stoi mężczyzna w płóciennej koszuli.We wsi Kamienica już w XV wieku miał istnieć młyn należący do sołtysa. Inwentarz majętności starosądeckiego klasztoru z 1698 roku wymienia pięć młynów w Kamienicy, w tym jeden z traczem i dwoma kamieniami. W roku 1782 wieś Kamienica, tak jak inne dobra po skasowanych klasztorach, została przejęta przez władze austriackie i oddana w zarząd Szalayom, a w 1833 roku – sprzedana prywatnym właścicielom.
Po II wojnie światowej większość lokalnych zakładów takich jak młyny napędzane siłą wody, zaprzestawała działalności. Inne, jak np. tartaki, dostosowywały się do nowych warunków, zmieniając wyposażenie i rodzaj napędu. Do obecnych czasów przetrwały jednak pozostałości tych dawnych obiektów, a także pamięć i tradycja dotycząca tych już nieistniejących.
Z Kamienicy do Sądeckiego Parku Etnograficznego przeniesiono należący wcześniej do Tadeusza Cedzidły podwójny młyn wraz z domem młynarza. Jest to największy i najbardziej złożony budynek spośród obiektów przemysłu ludowego będących w posiadaniu sądeckiego skansenu, więc jego odtworzenie stanowiło najtrudniejsze wyzwanie. Przed relokacją do Muzeum w roku 2008 młyn znajdował się niedaleko centrum wsi, przy drodze równoległej do głównej szosy, biegnącej między terenem dworskim a rzeką Kamienicą.
Pierwotnie część mieszkalna oraz część z młynami znajdowały się pod osobnymi dachami różnej wysokości, krytymi słomą. Połączone miały być szeroką, przejazdową sienią. Kuchnia była wówczas dymna. Piec z kominem i kapą zbudowano w okresie międzywojennym. Wtedy też dach nad częścią mieszkalną przykryto dachówką, a ścianę zewnętrzną od frontu części mieszkalnej oszalowano pionowymi deskami. Dach nad całością budynku połączono i pokryto cementową dachówką już po II wojnie światowej, pod koniec lat 40. Na przełomie lat 50. i 60. miały miejsce kolejne przebudowy: w części mieszkalnej wymieniono okna i drzwi oraz zmieniono szalowanie ściany frontowej z pionowego na poziome, ściany w kuchni i izbie otynkowano, dawne piece kamykowe zmieniono na mniejsze, kaflowe. Budynek przeniesiony do skansenu odzwierciedla stan właśnie z przełomu lat 40. i 50. XX w.
Ekspozycja w obydwu pomieszczeniach młyńskich to przede wszystkim oryginalne wyposażenie, rozmieszczone na dwóch poziomach, składające się w każdym z młynów ze złożenia kamieni młyńskich w drewnianych łubinach, z koszami zasypowymi, ustawionego na drewnianych kobylicach. Poruszane są za pośrednictwem drewnianego wrzeciona i dyferencjału przez obroty głównego wału napędowego. Pod mlewnikami ustawione są skrzynie odsiewaczy pytlowych z dekoracją w formie rytu wklęsłego. W przyziemiu umieszczone są układy kół palecznych i cewi, przenoszące napęd z kół wodnych.
Część mieszkalna w młynie z Kamienicy składa się z sieni, kuchni oraz izby w układzie amfiladowym. W kuchni piec z paleniskiem pod blachą, okapem i piecem chlebowym, typowy dla tego regionu w okresie międzywojennym. Między drzwiami a piecem znajduje się charakterystyczna wysoka i wąska wnęka w ścianie, obudowana od wewnątrz drewnem, z kilkoma półkami. Bliżej ściany z oknem znajduje się prosty drewniany stół i krzesła, prosta ława bez oparcia oraz ława z ozdobnym ażurowym oparciem. Po drugiej stronie stołu, szczytem do okna, ulokowane jest łóżko. Wystrój uzupełnia oleodruk o treści religijnej. W izbie podstawowe elementy aranżacji wnętrza to dwa łóżka, szafa stolarskiej roboty, malowana skrzynia wianna, stół z krzesłami giętymi. Na ścianie z oknem zawieszone obrazy – oleodruki.
W części mieszkalnej młyna ściany bielone, podłogi drewniane. Zarówno w izbie jak i w kuchni oświetlenie elektryczne, nawiązujące do czasów elektryfikacji wsi Kamienica w latach 60., kiedy jeszcze młyn był użytkowany.
W wyposażeniu wnętrza pojawiają się zarówno elementy typowe dla domów Górali Łącko – Kamienickich jeszcze na początku wieku XX i w okresie międzywojennym, jak i te późniejsze, charakterystyczne już dla czasów po II wojnie światowej.

Mechanizm młyński

Wnętrze młyna z Kamienicy. Ściany z surowego drewna, niebielone. Wnętrze ma dwa poziomy, do jednego z nich prowadzi drewniana drabinka. Widoczne złożenie kamieni młyńskich w drewnianych łubinach z koszami zasypowymi. Na dolnym poziomie skrzynie odsiewaczy pytlowych. Zbliżenie na drewniane elementy w konstrukcji mechanizmu młyńskiego. Mają formę drewnianej ramy.

Zbliżenie na drewniane elementy w konstrukcji mechanizmu młyńskiego. Widoczne ozdobne krawędzie elementów z rytymi wzorkami geometrycznymi. Wnętrze młyna z Kamienicy. Ściany z surowego drewna, niebielone. Wnętrze ma dwa poziomy, do jednego z nich prowadzi drewniana drabinka. Widoczne złożenie kamieni młyńskich w drewnianych łubinach z koszami zasypowymi. Na dolnym poziomie skrzynie odsiewaczy pytlowych. Nad mechanizmem zawieszona lampa, po bokach odłożone worki na mąkę.

Materiał: drewno, kamień, metal
Wymiary: frontowa młynica: średnica żaren w obudowie – 103 cm, wymiary skrzyni na mąkę – dł. 157 cm, wys. 137 cm, szer. 84 cm; tylna młynica: śr. żaren w obudowie – 107 cm, wym. skrzyni na mąkę – dł. 150 cm, wys. 130 cm, szer. 97 cm
Datowanie: przeł. XIX i XX w.
Miejsce pochodzenia: Kamienica (pow. limanowski, woj. małopolskie)

Najbardziej okazałym budynkiem w sektorze przemysłu ludowego w sądeckim skansenie jest podwójny młyn wraz z częścią mieszkalną, pochodzący ze wsi Kamienica u stóp Gorców. Przeniesiony do muzeum w 2008 roku, pierwotnie należał do miejscowego dworu, później zmieniał właścicieli. Należał do dwóch rodzin młynarzy, z których jedna zamieszkiwała położone w sąsiedztwie gospodarstwo, a druga zajmowała część mieszkalną dobudowaną do pomieszczeń młyńskich. Część robocza budynku młyna, składająca się z dwóch pomieszczeń z dwoma niezależnymi zestawami kamieni młyńskich, powstała prawdopodobnie w latach 60. XIX w., choć można przypuszczać, że dawniejszy budynek młyna w tym samym miejscu istniał już dużo wcześniej – co najmniej pod koniec XVIII w. Wskazuje na to choćby mapa sporządzona przez Austriaków po zajęciu tych terenów po I rozbiorze Polski. Zaznaczono na niej budynek z kołem wodnym dokładnie w tym samym miejscu, w którym znajdował się przeniesiony do skansenu młyn. Część mieszkalną dobudowano prawdopodobnie na przełomie XIX i XX w.

Wyróżnikiem młyna z Kamienicy są dwie „młynice” (części robocze) należące niegdyś do różnych właścicieli. Każda z nich wyposażona jest w odrębny zestaw kamieni młyńskich, napędzany z własnego nasiębiernego koła wodnego. Ekspozycja w obydwu pomieszczeniach roboczych to przede wszystkim oryginalne wyposażenie, rozmieszczone na dwóch poziomach, składające się w każdym z młynów z zestawu (tzw. złożenia) dwóch kamieni młyńskich w drewnianych łubinach z koszami zasypowymi. Kamienie poruszane są za pośrednictwem drewnianego wrzeciona i dyferencjału przez obroty głównego wału napędowego. Pod mlewnikami ustawione są skrzynie odsiewaczy pytlowych – zwraca uwagę ich dekoracja w formie rytu wklęsłego oraz ozdobnie wycinanych krawędzi. W przyziemiu budynku umieszczono układy kół palecznych (czyli drewnianych kół zębatych) i cewi (kół cewkowych), przenoszące napęd z kół wodnych. Przetrwały także dodatkowe elementy wyposażenia młynów, takie jak koziołek do podnoszenia kamienia młyńskiego i skrzynie na otręby.

Żarna i mechanizmy znajdujące się we młynie z Kamienicy reprezentują starszy typ urządzeń młyńskich, którego zasada działania przypomina zwykłe ręczne żarna, jakie można oglądać w wielu chałupach na terenie skansenu. Są to dwa okrągłe, płaskie kamienie z wyciętymi pośrodku otworami. Dolny kamień jest nieruchomy, górny obraca się dzięki zastosowaniu różnych rodzajów napędu. Zboże rozcierane jest pomiędzy kamieniami, a regulując ich rozstaw można uzyskać mąkę „grubszą” lub drobniejszą. W odróżnieniu od prostych żaren dodatkowymi elementami w urządzeniu młyńskim są mechanizmy zasypowe zaopatrzone w kosze i trzęsidła, ułatwiające wsypywanie większych ilości ziarna i ich równomiernie rozprowadzenie, oraz tzw. pytel do odsiewania mąki – skrzynia z umieszczonym wewnątrz workiem lub sitem wstrząsanym odpowiednim mechanizmem. Zmielona mąka sypała się do skrzyni, a odsiane otręby trafiały z sita lub rękawa do kolejnej skrzyni stojącej obok. Oczywiście w przypadku młyna również skala jest inna niż w ręcznych żarnach – kamienie są dużo większe, a siłą napędową nie są ludzkie mięśnie, lecz tym woda spadająca na koło. Dawne młyny mogły być także poruszane siłą wiatru obracającego łopatki (wiatraki), bądź nawet z użyciem zwierząt pociągowych pracujących w kieracie. Wraz z początkiem epoki przemysłowej zaczęły także powstawać duże młyny z napędem mechanicznym. W XIX wieku, gdy rozpowszechnił się ulepszony silnik parowy, były to głównie młyny parowe. W takich młynach do mielenia ziarna nie używano już kamieni żarnowych, ale systemu metalowych walców – to tzw. młyny walcowe. Z czasem mechanizm ten zaczęto stosować również w mniejszych młynach wiejskich, skąd stopniowo wypierał kamienne żarna. Starszy typ napędu przetrwał jedynie w małych młynach, pracujących na potrzeby najbliższego sąsiedztwa. We wsiach położonych na terenach górskich i podgórskich, gdzie lokalne rzeki i potoki charakteryzowały się odpowiednim spadkiem nadającym wodzie energię konieczną do poruszania kół wodnych, w jednej miejscowości mogło istnieć kilka a nawet kilkanaście takich niedużych obiektów, położonych wzdłuż jednej rzeczki i jej dopływów. Często w tym samym gospodarstwie znajdował się na przykład również niewielki tartak, a te same koła wodne mogły napędzać kilka różnych urządzeń. Niekiedy nawet poruszały one proste prądnice, dzięki którym produkowano prąd do oświetlenia gospodarstwa – tym bardziej, że elektryfikacja górskich wsi nastąpiła dopiero w latach 60. XX wieku. Po drugiej wojnie światowej te niewielkie wiejskie zakłady przemysłowe stopniowo zanikały, bądź napęd wodny zastępowano w nich mechanicznym, korzystając z coraz popularniejszych silników.

Bogusława Błażewicz

Ważniejsza bibliografia:
Jan i Stefan Reychmanowie, „Przemysł wiejski na Podhalu”, wyd. 2. uzupełn. przez Jana Reychmana i Henryka Josta, Ossolineum 1965
Bogumiła Szurowa, „Młynarstwo między Wisłą a Pilicą od połowy XVIII do XX wieku”, Kielce 2015
Fot. Piotr Droździk

 

Miarki do ziarna i mąki

Nieduża drewniana miarka. Miarka dłubana w jasnobrązowym kolorze. Z górnej krawędzi wystaje nieduży, podłużny uchwyt. Dwie drewniane miarki stojące na drewnianej ławie. Miarki zrobione z łączonych desek, zwanych klepkami. Każda posiada dwie metalowe obręcze. Z ich górnych krawędzi wystają podłużne uchwyty.

Materiał: drewno, metal
Wymiary: miarka dłubana: wys. z uchwytem – 31 cm, śr. dołu – 20,8 cm; miarka klepkowa MP/9552/E: wys. z uchwytem – 35,5 cm, śr. dołu – 20,6 cm; miarka klepkowa: wys. z uchwytem – 37,5 cm, śr. dołu – 23 cm
Datowanie: 1. poł. XX w.
Miejsce pochodzenia: Sądecczyzna

Zwiedzając podwójny młyn z Kamienicy w sektorze przemysłu ludowego sądeckiego skansenu, w pomieszczeniach młyńskich obok innych przydatnych młynarzowi sprzętów można dostrzec kilka drewnianych miarek. Służyły one do odmierzania produktów sypkich, w wypadku młyna – ziarna i mąki. Naczynia tego rodzaju znajdują się na ekspozycji skansenu nie tylko we młynie, ale także w wielu innych chałupach wiejskich, były to bowiem sprzęty przydatne i powszechnie używane.

Miarki wykonywano różnymi sposobami – z drewnianych klepek łączonych obręczami z giętego drewna lub korzeni, albo obręczami metalowymi, z płatów łubu, bądź nawet dłubano je w kawałku drewna. Wspólne cechy to cylindryczny kształt (ze ściankami prostymi, rozchylającymi się ku górze, czasem ku dołowi) oraz wystający z górnej krawędzi uchwyt, najczęściej będący przedłużeniem jednej z klepek bądź wykonany z tego samego kawałka drewna, co miarka dłubana.

Sama nazwa tych naczyń sugeruje, że mogły służyć wyliczaniu objętości ziarna czy mąki na podstawie jakiegoś systemu miar. Obecnie w Polsce, jak w większości krajów świata (poza kilkoma wyjątkami, do których należą Stany Zjednoczone), obowiązuje układ metryczny. W tym systemie jednostką objętości jest metr sześcienny. W powszechnym użyciu jest litr – będący odpowiednikiem 1 decymetra sześciennego. Sama nazwa „litr” wywodzi się od starofrancuskiej miary „litron”, której odpowiednikiem w Polsce była kwarta.  Tradycyjnie na terenach południowej Polski naczynie o objętości jednej kwarty nazywano  „miareczką”. Dwie kwarty – był to tak zwany „pół-garniec”, natomiast cztery kwarty określano jako „garniec”. Większą miara była „ćwierć”, licząca osiem kwart (a więc ok. 8 litrów) czyli dwa „garnce”.

W ciągu wieków na ziemiach polskich używano bardzo różnych systemów miar, często wielu jednocześnie. Pierwotne miary miały odniesienie do cech człowieka (np. stopa – długość stopy, sążeń – rozpiętość ramion, łokieć – długość przedramienia itp.) lub różnych zjawisk i prac – np. dawne miary powierzchni jak łan czy morga wywodziły się od wielkości obszaru, który można było zaorać w danej jednostce czasu. Takie sposoby wyznaczania miar skutkowały tym, że miary o tej samej nazwie w różnych krajach czy regionach mogły mieć inne wartości. Do tego dochodziły całe systemy miar charakterystyczne dla danych miast czy rejonów państwa. Nieraz też poszczególni władcy ustanawiali nowe miary w okresie swego panowania. Jednocześnie od zarania dziejów rzetelne miary były wyznacznikami sprawiedliwości i ładu społecznego (wiele cytatów na ten temat można odnaleźć np. na kartach Biblii), a za ich fałszowanie groziły surowe kary. Nic dziwnego, że już przed wiekami zaczęto podejmować próby ujednolicenia tej różnorodności. W Polsce pierwsze takie udokumentowane działania podjęto w latach 20. XV wieku (Statuty Krakowsko – Wareckie nakazywały wojewodom i starostom coroczne ustanawianie miar), a następnie w wieku XVI („Ustawa na wagi y na miary” z 1565 roku wprowadzała jednolite miary koronne). Ostatnie ujednolicenie miar w I Rzeczypospolitej miało miejsce w 1764 roku (wprowadzono wtedy tzw.  miary warszawskie). W okresie zaborów poszczególne państwa zaborcze wprowadzały własne systemy miar, które funkcjonowały równolegle z lokalnymi. Zazwyczaj na jednym obszarze było w użyciu kilka różnych systemów. Na przykład w Galicji obowiązywały miary lwowskie (zwane też galicyjskimi), a od roku 1846 (po utworzeniu Rzeczypospolitej Krakowskiej) dopuszczono też miary krakowskie. Oprócz tego w użyciu były miary warszawskie, wiedeńskie, wrocławskie i berlińskie. W poszczególnych systemach jednostki o tej samej nazwie miały często różną wartość – np. 100 funtów galicyjskich równało się 104 funtom warszawskim, zaś miary wiedeńskie były większe od krakowskich i galicyjskich. W latach 50. XIX wieku podjęto więc próbę ujednolicenia tego chaosu, wprowadzając w całym cesarstwie miary wiedeńskie, natomiast w 1871 roku ustanowiono system metryczny. Mimo to stare systemy jeszcze długie lata były w powszechnym użyciu z powodu ludzkich przyzwyczajeń (a także posiadania starych miarek i odważników). Po odzyskaniu niepodległości jednym z ważnych zadań nowych polskich władz było wprowadzenie jednolitego układu miar na terenie całego kraju.

Bogusława Błażewicz

Ważniejsza bibliografia:
„Polska Administracja Miar. Vademecum”, praca zbiorowa, Główny Urząd Miar, Warszawa 2015 (gum.gov.pl, dostęp: 30.09.2020.)
Alfred Wacławski, „Pożywienie ludowe” [w:] „Nad rzeką Ropą. Zarys kultury ludowej powiatu gorlickiego”, red. R, Reinfuss, Kraków 1965
Fot. Piotr Droździk

 

Oskardy do nakuwania kamieni młyńskich

Dwa oskardy leżące na drewnianej ławie. Trzonki drewniane w kolorze jasnobrązowym. Metalowe części zwężają się i są zaostrzone na końcu.  Jeden oskard leżący na drewnianej ławie. Na drewnianym trzonku widoczne pęknięcia i ubytki w drewnie.

Materiał: metal, drewno
Wymiary: 1) dł. części pracującej – 22 cm, dł. trzonka 31 cm; 2) dł. części pracującej 21 cm, dł. trzonka 42 cm; 3) dł. cz. pracującej – 17,4 cm, dł. trzonka 24,5 cm
Datowanie: 1. poł. XX w.
Miejsce pochodzenia: Kamienica (pow. limanowski, woj. małopolskie)

Zwiedzając podwójny młyn z Kamienicy w sektorze przemysłu ludowego w pomieszczeniach młyńskich, oprócz mechanizmów służących do mielenia zboża oraz różnych przydatnych sprzętów i narzędzi, jak wagi, miarki czy nosidła do worków, można dostrzec charakterystyczne młotki o zwężających się, zaostrzonych końcach. Są to oskardy, kojarzone zazwyczaj z pracą kamieniarzy i dawnych górników. Po cóż zatem oskardy we młynie? Odpowiedź, jak się okazuje, związana jest z funkcjonowaniem młyna, a oskard to narzędzie bardzo dla pracy młynarza przydatne – bez oskardów mąka byłaby ciemna, przepalona, a wypieki z niej – niesmaczne. Na czym jednak ten związek oskardów i mielenia mąki polegał?

Oskardy używane były przez młynarzy do kucia kamieni młyńskich. Nakuwanie kamieni, czyli formowanie na ich powierzchni rowków za pomocą oskarda, było czynnością niezbędną do właściwego przemiału mąki. Kamienie bowiem w miarę użytkowania ścierały się i wygładzały, co znacząco pogarszało jakość mąki. Kiedy bowiem powierzchnie kamieni wygładzały się i zaczynały ściśle do siebie przylegać, mielone ziarno przesuwało się od środka kamieni ku krawędziom bardzo powoli, będąc jednocześnie rozcierane. Mąka z takiego przemiału stawała się zbyt przetarta, ciemna i przegrzana, gdyż podczas mielenia nie było odpowiedniego chłodzenia ziarna. Taka mąka ma dużo gorsze właściwości wypiekowe.

Nakuwane bruzdy, tzw. ryfle, umożliwiały równomierne rozchodzenie się mielonego ziarna na powierzchni kamieni. Wycięcia biegły w kierunku odśrodkowym, od otworu wewnątrz bieguna ku zewnętrznym krawędziom. Po to, by z mąką nie mieszał się piasek pozostały po nakuwaniu kamieni, po jego zakończeniu najpierw mielono gorszy owies czy inne zboże na paszę dla zwierząt.

Na kamienie młyńskie najlepiej nadawał się kwarc słodkowodny – jest to kamień porowaty przy stosunkowo niewielkiej ścieralności. Najczęściej występujący w Karpatach piaskowiec pospolity nie był zbyt dobry – nakute w nim bruzdy szybko się tępiły, a że miał minimalną porowatość, przy znacznym tarciu na dużych obrotach mąka bywała przepalona. Tymczasem rolą kamieni młyńskich jest bardziej rozcinanie ziarna  – jego gniecenie i rozcieranie tylko towarzyszą temu procesowi. Rozcinanie ziarna następuje we właściwy sposób jedynie wówczas, gdy bruzdy w kamieniu są odpowiednio ostre.

Biegun (kamień ruchomy) był zazwyczaj około trzy razy grubszy od spoczywającego pod nim nieruchomego leżaka. Zatem podniesienie go w celu nakucia bruzd nie należało do łatwych czynności. Młynarze stosowali różne narzędzia – zazwyczaj był to drewniany koziołek – rodzaj solidnego trójnogu z drewna, nieraz zaopatrzonego nacinane na bokach stopnie – oraz drągi. Za pomocą tych urządzeń i zgodnie z zasadą działania dźwigni stopniowo unoszono kamień, a następnie ustawiano go na boku.

Bogusława Błażewicz

Ważniejsza bibliografia:
Bogumiła Szurowa, „Młynarstwo między Wisłą a Pilicą od połowy XVIII do XX wieku”, Kielce 2015
Jan i Stefan Reychmanowie, „Przemysł wiejski na Podhalu”, wyd. 2. uzupełn. przez Jana Reychmana i Henryka Josta, Ossolineum 1965
Fot. Piotr Droździk

 

Szczypce do wyciągania lodu

Szczypce do wyciągania lodu położone na drewnianej ławie i oparte o ścianę. Mają postać dwóch skrzyżowanych, drewnianych kijów zakończonych metalowymi częściami. Metalowe części wyposażone w dwa haczykowate zęby. Obok przedmiotu drewniana niecka, na ścianie zawieszony worek. Pod ławą dwa wiadra. Zbliżenie na metalowe zakończenie skrzypiec. Widoczne charakterystyczne, zakrzywione cztery zęby.

Materiał: drewno, żelazo kute
Wymiary: dł. maksymalna ok. 121 cm, szer. części pracujących: 12 cm, 11,5 cm
Datowanie: 1. poł. XX w.
Miejsce pochodzenia: Kamienica (pow. limanowski, woj. małopolskie)

W sieni podwójnego młyna z Kamienicy w sektorze przemysłu ludowego w sądeckim skansenie znajduje się narzędzie o ciekawym wyglądzie i na pierwszy rzut oka zagadkowym przeznaczeniu. Są to dwa drewniane drągi, każdy zakończony podwójnym żelaznym hakiem kowalskiej roboty, luźno połączone ze sobą pośrodku w ten sposób, że ich końce mogą być zamykane i otwierane jak duże szczypce lub chwytaki. Narzędzie to służyło do wyciągania kawałów lodu z wody, aby zapobiec uszkodzeniom kół młyńskich. Wyciąganie śliskiego lodu rękami z zimnej wody i spomiędzy mechanizmów nie jest czynnością łatwą, przyjemną ani bezpieczną, dlatego właśnie młynarze posługiwali się specjalnie do tego celu wymyślonymi szczypcami.

Podwójny młyn z Kamienicy po drugiej wojnie światowej stopniowo ograniczał działalność – używany był jedynie na potrzeby własne gospodarzy oraz dla sąsiadów. W 1965 roku całkowicie zaprzestał pracy. Natomiast w okresie międzywojennym pracował regularnie i przez większą część roku. Nie działał jedynie wówczas, gdy woda zamarzała.

Warto wspomnieć, że na terenach górskich i podgórskich używano zazwyczaj kół wodnych nasiębiernych, czyli takich, na które woda spada z góry. Istniały także koła podsiębierne (woda kierowała się na nie od dołu, a kierunek obrotu był odwrotny niż w kołach nasiębiernych) oraz śródsiębierne (woda spadała na łopatki mniej więcej w połowie wysokości koła). Koła nasiębierne były bardziej wydajne, ponieważ oprócz energii samej wody działała także siła jej spadku, wymagały jednak spiętrzenia wody i różnych sposobów na jej doprowadzenie od góry na koło. Wykorzystywano do tego ukształtowanie i naturalne spadki terenu (dlatego tego typu koła były łatwiejsze do zastosowania w górach), ale także przemyślne układy młynówek i drewnianych koryt, na które kierowano strumień wody. Koła podsiębierne, stosowane częściej na obszarach nizinnych, nie wymagały aż tak skomplikowanych konstrukcji, ale odznaczały się mniejszą wydajnością. Musiały mieć także większe rozmiary – nie tylko średnicę (dochodzącą nawet do 5 m), ale także szerokość, by zwiększyć pole działania nurtu wody. Można również wspomnieć o tzw. walaskach – niewielkich kołach stosowanych w młynach góralskich, a także o młynach typu „arabskiego”, występujących w Rosji, na Bałkanach i w Turcji, gdzie niewielkie koło wodne o łyżkowatych łopatkach ustawione było poziomo (taki młyn nie wymagał przekładni zmieniającej kierunek ruchu), a strumień wody uderzał w nie z ukośnie ustawionej rury – był to więc prosty prototyp turbiny natryskowej.

Bogusława Błażewicz

Ważniejsza bibliografia:
Bogumiła Szurowa, „Młynarstwo między Wisłą a Pilicą od połowy XVIII do XX wieku”, Kielce 2015
Jan i Stefan Reychmanowie, „Przemysł wiejski na Podhalu”, wyd. 2. uzupełn. przez Jana Reychmana i Henryka Josta, Ossolineum 1965
Fot. Piotr Droździk

 

Waga „bezmian” z szalką i odważnikiem

Na drewnianej belce w młynie zawieszona żelazna waga. Waga w ciemnym kolorze. Składa się z cienkiego pręta zaopatrzonego na jednym końcu w trzy dość duże haki, czworokątnej tacki z żelaznych pasków zawieszonej na łańcuchach oraz metalowego ciężarka. W tle widoczne worki na mąkę. Metalowy ciężarek wagi. Ma kształt zbliżony do sześcianu. Z jednej strony zaopatrzony jest w wydłużony hak.

Materiał: kute żelazo
Wymiary: wymiary szalki 21 x 26,2 cm, długość ramienia 63 cm, długość łańcuchów 56 cm
Datowanie: kon. XIX – pocz. XX w.
Miejsce pochodzenia: Niskowa (pow. nowosądecki, woj. małopolskie)

W jednym z pomieszczeń młyńskich w podwójnym młynie z Kamienicy można zobaczyć dość osobliwie wyglądające urządzenie wiszące na ścianie. Wykonane jest z kutego żelaza i składa się z trzech części: cienkiego pręta zaopatrzonego na jednym końcu w trzy dość duże haki luźno przymocowane za pomocą spłaszczonych koluch, z czworokątnej tacki z żelaznych pasków zawieszonej na jednym z haków na łańcuchach oraz z metalowego ciężarka w kształcie zbliżonym do sześcianu, również z jednej strony zaopatrzonego w wydłużony hak. Po bliższym przyjrzeniu można dostrzec skalę z poprzecznych kresek wygrawerowanych na metalowym ramieniu, a ciężarek i tacka również pomagają domyślić się, do czego ten dziwny przedmiot służył. Jest to bowiem waga.

Najczęściej, gdy myślimy o starych wagach, wyobrażamy sobie wagi szalkowe – a więc zaopatrzone w równoważne szalki rozmieszczone symetrycznie po obu stronach punktu ciężkości. Na jednej z szalek kładziono ważony produkt, na drugiej – odważniki. Tego rodzaju wagi o niewielkich rozmiarach i dużej precyzji, z zestawem nieraz bardzo drobnych odważników, służyły na przykład aptekarzom i jubilerom. Większe wagi tego rodzaju jeszcze nie tak dawno można było spotkać w sklepach, zanim całkowicie wyparły je wagi elektroniczne. Wiele osób zapewne pamięta duże wagi służące ważeniu towarów większych rozmiarów lub w workach – np. ziemniaków. Takie wagi posiadały drewniany „podest”, na którym kładziono towar oraz metalowe ramię z zawieszaną na nim tacką z odważnikami. Znane też były dawniej wagi sprężynowe – przykład takiego urządzenia niewielkich rozmiarów znajduje się na ekspozycji skansenu przy wozie maziarskim z Łosia.

Wagę, którą można zobaczyć we młynie, określano nazwą „bezmian” lub „przezmian”. Czasem też pojawia się pojęcie „waga rzymska” – ten rodzaj przyrządu używany był bowiem w starożytności na terenie Imperium Rzymskiego. Inaczej niż w wadze szalkowej, gdzie szalki rozmieszczone są w stałej odległości od siebie i równoważy się je odważnikami o różnej masie, bezmian zaopatrzony jest tylko w jeden odważnik. Wagę tego rodzaju wieszało się na jednym z haków. Na drugim zamocowana była szalka – metalowa tacka, na której kładziono ważony towar. Odważnik natomiast umieszczano za pomocą haka na ramieniu ze skalą i przesuwano do momentu, gdy ramię znalazło się w pozycji poziomej. Wtedy na skali odczytywano masę towaru. Chociaż wydaje się to dość skomplikowane, zasada działania nie odbiega aż tak bardzo od wagi szalkowej – chodzi bowiem o zrównoważenie masy ważonego towaru. Bezmiany ze względu na mniejszą dokładność nie były raczej dopuszczane w oficjalnym handlu, używano ich natomiast do celów gospodarczych. Warto przy okazji wspomnieć, że na przełomie XIX i XX wieku stosowano w Galicji austriackie miary masy. Podstawową miarą był łut (0,0175 kg). Funt to nieco więcej niż pół kilograma (dokładnie 0,56 kg). Jeden kamień liczył 20 funtów (czyli 11,2 kg), a cetnar równał się 5 kamieniom (56,02 kg).

Bogusława Błażewicz

Ważniejsza bibliografia:
„Polska Administracja Miar. Vademecum”, praca zbiorowa, Główny Urząd Miar, Warszawa 2015 (gum.gov.pl, dostęp: 30.09.2020.)
Fot. Piotr Droździk

 

Mechanizm młyna

 

NR 75 TARTAK Z MŁODOWA

Drewniany wózek na drzewo. Ma postać solidnej, drewnianej ramy. Na wózku podłużny pień drzewa do cięcia. W tle drewniana ściana tartaku z otworem.Tartak z Młodowa, małej wsi na lewym brzegu Popradu, przy drodze i linii kolejowej ze Starego Sącza do Piwnicznej. Główne bogactwo od wieków stanowiły tu lasy. Po rozbiorze Polski wieś została włączona do austriackich dóbr kameralnych, a w XIX w. znaczny obszar okolicznych lasów należał do Towarzystwa Produkcji Leśnej w Wiedniu. Początki półprzemysłowego tartaku chłopskiego z Młodowa sięgają lat 60. XIX w. Zbudowany został przez Wojciecha Dziedzinę. Jest to drewniana szopa konstrukcji szkieletowej, wewnątrz której znajduje się jednopiłowy gater do pionowego cięcia kloców mocowanych na samoczynnie przesuwającym się wózku. Odrębny mały wózek przeznaczony do transportu surowca i tarcicy dodany został wtórnie. Koło wodne i wał główny z dużym kołem palecznym oraz oryginalny zespół transmisji na pilarkę nie zachowały się (w latach 60. XX w. zlikwidowano je, wprowadzając napęd elektryczny) i wymagały rekonstrukcji, podobnie jak część konstrukcji oraz pokrycie budynku.

 

 

 

Tartak z Młodowa, tartak z Zasadnego – mechanizm

Wnętrze tartaku. Ma on postać drewnianej, obszernej szopy. Po środku mechanizm do ciecia drzewa. Wnętrze tartaku. Ma on postać drewnianej, obszernej szopy. Po środku mechanizm do ciecia drzewa. W mechanizmie widoczna stojąca pionowo piła. Obok mechanizmu odłożone pocięte deski.

Zbliżenie na drewniany element w konstrukcji mechanizmu. Widoczny rysunek drewna i liczne pęknięcia. Wnętrze tartaku. Ma on postać drewnianej, obszernej szopy. Po środku mechanizm do ciecia drzewa. W mechanizmie widoczna stojąca pionowo piła, która tnie podłużny pień drzewa.

Materiał: drewno, metal
Wymiary: tartak z Młodowa: szer. ramy traka ok. 124 cm, dł. wózka na drewno ok. 770 cm
tartak z Zasadnego: szer. ramy traka ok. 150 cm, dł. wózka na drewno ok. 710 cm
Datowanie: kon. XIX – 1. poł. XX w.
Miejsce pochodzenia: Młodów (pow. nowosądecki, woj. małopolskie), Zasadne (pow. limanowski, woj. małopolskie)

W północnej części Sądeckiego Parku Etnograficznego znajduje się zespół czterech obiektów przemysłu ludowego napędzanych siłą spadku wody. Czasowo uruchamiane, prezentują tradycyjne sposoby wykorzystywania bystrych górskich potoków dla potrzeb przemysłu ludowego, a także chłopską myśl techniczną sprzed wieku. Oprócz podwójnego młyna z Kamienicy i folusza z Krościenka-Kątów są to także dwa tartaki. Kiedy rozpoczniemy wędrówkę przez skansen od strony rzeki Łubinki i sektora kolonistów józefińskich, niedaleko za kościołem ewangelickim ze Stadeł zobaczymy pierwszy budynek w sektorze przemysłu wiejskiego – tartak z Zasadnego, niewielkiej miejscowości u stóp Gorców, w gminie Kamienica. Powyżej posadowiony został drugi z tartaków, pochodzący z Młodowa, małej wsi przy drodze i linii kolejowej ze Starego Sącza do Piwnicznej. Ktoś mógłby zapytać, jaki jest sens prezentowania na ekspozycji dwóch tego samego rodzaju obiektów tuż obok siebie? Okazuje się jednak, że „tartak tartakowi nie równy” – w tych dwóch warsztatach zastosowano różne rozwiązania techniczne przesuwu przecieranego drewna oraz przenoszenia napędu – interesująca jest zatem możliwość porównania urządzeń wykonujących te same funkcje, ale działających na innych zasadach.

Zapewne większość osób odwiedzających skansen ma przynajmniej ogólne pojęcie, czym jest tartak. W największym skrócie, to zakład przemysłowy, w którym odbywa się mechaniczna obróbka drewna. Polega ona na przecięciu (przetarciu) materiału (pni drzewa) na elementy o określonych grubościach i kształcie (deski). Główną maszyną roboczą w tartaku jest trak z piłami do przecierania materiału drzewnego oraz z mechanizmem służącym do przesuwania materiału tartego pod piły w czasie procesu przecierania.

Wewnątrz tartaku z Młodowa znajduje się jednopiłowy gater (trak) do pionowego cięcia kloców mocowanych na wózku przesuwanym za pomocą liny poruszanej mechanizmem korbowym. Podczas pracy traka napędzanego kołem wodnym potrzebna była więc osoba, która przy użyciu korby stopniowo nawijała linę, przyciągając wózek z drewnem i tym samym przesuwając przecierany materiał. Napęd z koła wodnego przenoszony jest do traka za pomocą pasów transmisyjnych – to również inne rozwiązane niż w naszym drugim tartaku. Pierwotnie w tartaku z Młodowa znajdowało się koło paleczne, które jednak zostało zlikwidowane i zastąpione pasami transmisyjnymi jeszcze wtedy, gdy warsztat pracował in situ. W skansenie została zatem odtworzona późniejsza wersja mechanizmu. Z boku umieszczono odrębny mały wózek przeznaczony do transportu surowca i tarcicy.

W tartaku z Zasadnego udało się odtworzyć zestaw drewnianych kół palecznych przenoszących napęd z koła wodnego do urządzeń tartacznych. Z trakiem jest tu sprzężony mechanizm przesuwający wózek z drewnem podczas pracy piły – nie trzeba robić tego ręcznie jak w tartaku z Młodowa.

Drewno jako materiał budowlany używane było już setki, a nawet tysiące lat temu. W najdawniejszych czasach stosowano wyłącznie jego ręczną obróbkę. Współcześnie tartaki kojarzą się raczej z epoką przemysłową, ale już w średniowieczu zastosowano koło wodne do napędu piły tnącej drewno. Największym wyzwaniem dla konstruktorów pierwszych tartacznych urządzeń było zgranie prędkości przecierania materiału w prędkością jego podsuwania pod piłę. Aby osiągnąć większą wydajność, zaczęto stosować jednocześnie więcej pił – ale wtedy zwiększał się opór przy przecieraniu drewna.

Napęd wodny przetrwał w tartakach wiele stuleci, najdłużej w niewielkich, wiejskich zakładach, jakich sporo istniało na Sądecczyźnie. Nasze tereny, zwłaszcza na góralszczyźnie sądeckiej, ze względu na rozległe lasy oraz liczne spływające z gór potoki o dużym spadku wody, szczególnie sprzyjały tego rodzaju działalności. W wielu przypadkach dopiero w 2. połowie XX wieku ostatecznie likwidowano napęd wodny i unowocześniano tartaki.

Na koniec – jeszcze kilka ciekawostek o dawnej pracy w tartaku, na podstawie archiwalnych informacji, zebranych podczas wywiadu z właścicielem tartaku i młyna w innej miejscowości na Sądecczyźnie, Strzeszycach. Surowcem obrabianym w tartaku było najczęściej drewno świerkowe. Za najlepszą do obróbki uważano jodłę, ze względu na miękkość. Sosnę również lubiano, ponieważ pięknie pachniała. Nie lubiano natomiast modrzewia, bo bardzo się kleił i szybko puszczał soki. Najgorsza do cięcia była włóknista topola. Cięło się zwykle dość świeże drewno – do roku od ścięcia. Po ścięciu zdarzało się zostawiać drzewo z gałęziami, żeby nie obsychało. Najważniejsze urządzenie w tartaku to piła pionowa – gater. Duży gater mógł służyć do obrabiania pni mających średnicę nawet 70 cm i więcej. Żywotność piły wynosiła ok. 2 lata – jeśli była dobrego gatunku, a wydajność – ok. 7 m/dobę (10 m – jeśli była duża woda). Części zamienne kupowano lub zamawiano u lokalnych rzemieślników. Panowało przekonanie – zwłaszcza wśród klientów – że nie należy ciąć desek w dni z literą „r” w nazwie – wtorki, środy, czwartki – bo „chrobak zje drewno”.

Bogusława Błażewicz

Bibliografia:
Jan i Stefan Reychmanowie, „Przemysł wiejski na Podhalu”, wyd. 2. uzupełn. przez Jana Reychmana i Henryka Josta, Ossolineum 1965

 

 NR 76 FOLUSZ Z KROŚCIENKA-KĄTÓW

Drewniany budynek folusza. Budynek kryty gontem. Przy budynku duże drewniane koło, na które płynie woda. Nad kołem drewniana burtnica.Folusz pochodzący z „Kątów” przysiółka Krościenka nad Dunajcem. Obecnie to niewielkie miasteczko nad Dunajcem i Krośnicą, znane jest przede wszystkim jako ośrodek turystyczny oraz uzdrowisko – tutejsze wody mineralne eksploatowano od pierwszej połowy XIX w. Krościenko oraz okoliczne miejscowości to region zamieszkany przez Górali Pienińskich (Szczawnickich), a obszar Pienin i sąsiadujących z nimi od północy Gorców to tradycyjne tereny pasterskie. Wełnę przędzono, tkano na wiejskich warsztatach, a gotową tkaninę spilśniano w foluszach. Spilśnianie polegało na uderzaaniu tkaniny drewnianymi młotami poruszanymi siłą wody i poddawaniu działaniu zimnej i gorącej wody. Na skutek tego materiał kurczył się i ulegał zgrubieniu, tworząc zwarte sukno. Było ono wykorzystywane do szycia elementów wiejskiego ubioru, jak np. portek czy gurmany.
Folusz „Na Kątach” zbudowany został przez Jakuba Dydę w latach 1928-29 i działał do 1968 r. Właściciel posiadał w gospodarstwie warsztat tkacki, gdzie zimą zajmował się wytwarzaniem tkaniny wełnianej, której nadwyżkę sprzedawał. Wełnę do tkania kupował na jarmarku w Krościenku. Najpierw folował materiał w foluszu w Jaworkach, potem wybudował własny folusz zasilany wodą doprowadzoną młynówką z potoku Kotelnica. Materiał do folowania przywozili mieszkańcy Tylmanowej, Ochotnicy i Grywałdu. Gotowe sukno odbierali na jarmarku w Krościenku.

Folusz pracował niemal bez przerwy w kwietniu i maju, kiedy było dużo wody, a w okresie letnim – po dłuższych opadach. W budynku folusza znajdowała się dwukomorowa (w późniejszych latach – jednokomorowa) stępa, w której sukno ubijane było przez młoty – stępory poruszane wałem obracanym przez koło młyńskie. Ważnym elementem wyposażenia folusza jest kamienne palenisko z kotłem do podgrzewania wody, którą doprowadzano drewnianą rynienką do komory stępy. Do drugiej komory doprowadzano zimną wodę. Przez pewien czas przy foluszu istniała także kuźnia, a w okresie II wojny światowej w bocznej przybudówce umieszczono mechaniczne żarna z napędem pasowym, poruszane siłą wody ze wspólnego z foluszem koła.

Folusz został przeniesiony do Sądeckiego Parku Etnograficznego na początku lat 70. Jest to niewielki budynek konstrukcji zrębowej, z przybudówką, kryty gontem. Nie zachowało się koło wodne, system doprowadzania wody oraz kłoda stępy, więc te elementy musiały zostać zrekonstruowane, podobnie jak palenisko z kotłem. Pozostałe wyposażenie, jak i sam budynek, zachowały się w dość dobrym stanie. Dodatkowo aranżację wnętrza folusza uzupełnia tkanina wełniana przeznaczona do folowania oraz gotowe sukno. Odtworzono także młynek z żarnami mechanicznymi, znajdujący się w bocznej przybudówce.

 

Stępa folusznicza

Dwie drewniane stępory w stępiew foluszu. Stępory wykonane z solidnego, grubego drzewa. Wyglądem przypominają ogromne młotki.  Wnętrze folusza. Między belkami prześwituje światło dzienne. Po środku drewniana stępa, w której umieszczone są stępory. Ma postać ogromnego, drewnianego kadłuba. Za kadłubem znajduje się duży, drewniany wał. Kamienne palenisko w kącie folusza. Po środku umieszczony miedziany kocioł. Wywar z kotła do stępy odprowadza drewniana rynienka.

Materiał: drewno
Datowanie: 1928-1929, przerobiona po 1945 r.
Miejsce pochodzenia: Krościenko-Kąty (pow. nowosądecki, woj. małopolskie)
Właściciel: Jakub Dyda

Folusz przeniesiony do sądeckiego muzeum z Krościenka-Kątów został postawiony w latach 1928-1929 przez Jakuba Dydo na wzór zakładu braci Homiaków działającego w tym czasie w rusińskiej wsi Jaworki (dzisiaj urządzenie można oglądać w Muzeum Etnograficznym w Krakowie). Prawdopodobnie jeden z braci, skłócony z rodziną, był inicjatorem budowy i wspólnikiem Jakuba. Pomógł wystarać się o „prawo wodne”, czyli pozwolenie na używanie wody z potoku. Niewielki zrębowy budynek stanął na jakubowym gospodarstwie, w pobliżu Kotelnicy – lewego dopływu potoku Czarna Krośnica. Był wyposażony w stępę z dwiema komorami i dwie pary stęporów. Po drugiej wojnie światowej mechanizm przerobiono na jednokomorowy. Folusz był pierwszym w Krościenku, używano go do 1968 roku. Wiosną, szczególnie w kwietniu i maju, kiedy w Czarnej Krośnicy było najwięcej wody, mechanizm  pracował bez przerwy całą dobę. W lecie uruchamiano go tylko wtedy, gdy potok wzbierał po dłuższych deszczach, a woda była zimna i „miała większą siłę”. Z usług folusza na Kątach korzystali głównie mieszkańcy Tylmanowej, Ochotnicy i Grywałdu.

„Płótno”, czyli tkaninę z owczej wełny wykonaną na warsztacie tkackim, oddawano do folowania podczas jarmarku w Krościenku. Do każdego kawałka przyszywało się niewielką kolorową szmatkę, której część odcinał właściciel. Przy odbiorze zlecenia – po dwóch tygodniach, także na jarmarku – do gotowego sukna dopasowywano odcięte kawałki kolorowych szmatek, rozpoznając w ten sposób właściwy materiał.  Ponieważ przy folowaniu materiał tracił trzecią część długości, rozliczano się od metra tkaniny oddanej do obróbki. Kawałki materiału folusznik zszywał końcami, by uzyskać 20-metrowy pas, który składał w harmonijkę i umieszczał we wnęce stępy.

Folowanie polegało na wielogodzinnym ubijaniu tkaniny, moczonej naprzemiennie w gorącej i zimnej wodzie. Do spilśniania służyły duże stępy, składające się z drążonego w pniu  koryta i ciężkich, drewnianych młotów-stęporów. Siłą napędową folusza była woda z potoku. Spadając na łopatki drewnianego koła sprawiała, że zaczynało się obracać, co z kolei wprawiało w ruch połączony z kołem wał. Młoty stępy, czyli belki zakończone stęporami, były podbijane za pomocą drewnianych klinów – zębów nabitych naprzemiennie wokół wału. Opadające stępory ubijały tkaninę umieszczoną w korycie.

Tkaninę płukano przez pół godziny w zimnej wodzie, następnie ubijano stęporami przez 24 godziny. Musiała być przy tym polewana najpierw gorącą, później wrzącą wodą, którą podgrzewano w kotliku na palenisku znajdującym się w rogu pomieszczenia. Dodawano też „rosół”, czyli wywar z owczych racic. W procesie spilśniania był on bardzo ważny, ponieważ natłuszczał i kurczył tkaninę, a ponadto wybielał materiał utkany z białego runa. Wywar należało gotować w naczyniu miedzianym, od żelaznego płótno żółkło. „Rosół”, dolewany do koryta drewnianą rynienką bezpośrednio z kotlika, nie mógł być zbyt gorący, dlatego do wnęki stępy była doprowadzona druga rynienka, którą – w miarę potrzeby – dostarczało się zimą wodę. Jako zastawki w rynnach służyły kamienie owinięte szmatami. Co trzy godziny folusznik obracał materiał na drugą stronę.

Spilśnione sukno należało dokładnie wysuszyć, w przeciwnym razie mogło „zamodrzeć”, czyli pokryć się czarnymi plamkami pleśni, których nie dało się usunąć. Jeśli pogoda była dobra, materiał rozwieszano na dwa, trzy dni na żerdkach pod gołym niebem, w razie niepogody sukno suszyło się w stodole. Sukno było jednym z podstawowych surowców odzieżowych. Szyto z niego męskie płaszcze i kurtki (gurmany i gunie), portki (suknioki) i ciepłe zimowe „papucie” i kapce. Tkaninę przeznaczano też na derki.

Joanna Hołda

Ważniejsza literatura:
Jan i Stefan Reychmanowie, „Przemysł wiejski na Podhalu”, wyd. 2. uzupełn. przez Jana Reychmana i Henryka Josta, Ossolineum 1965
Marian Pokropek, „Etnografia. Materialna kultura ludowa Polski na tle porównawczym”, Warszawa 2019
Zbigniew Adam Skuza, „Ginące zawody w Polsce”, Warszawa 2006
fot. Piotr Droździk

 

Stępa folusznicza

NR 77 TARTAK Z ZASADNEGO

Odpadki z mielenia zboża leżące na desce.Przyzagrodowy tartak rodziny Faronów, pochodzi z Zasadnego – niedużej miejscowości na zachód od Kamienicy, w Gorcach, w dolinie Zasadnego Potoku, dopływu rzeki Kamienica. Został wybudowany pod koniec XIX lub na początku XX wieku. Był głównym źródłem utrzymania rodziny. Cięto w nim deski i robiono gonty. Według relacji rodzinnych w okresie międzywojennym wożono deski „aż za Wisłę”. Po II wojnie światowej zaprzestano produkcji gontów, gdyż w Zasadnem powstała gonciarnia.
Tartak działał do roku 1963, a do muzeum przeniesiony został w latach 80-tych XX wieku. Jest to dwukondygnacyjny budynek składający się z murowanego przyziemia, mieszczącego mechanizmy do napędu traka i innych urządzeń. Powyżej znajduje się drewniana szopa, gdzie jest zamontowany gater (trak) do cięcia desek, a także gonciarka, cyrkularka i brus do ostrzenia różnych narzędzi. Wszystkie urządzenia napędzane są z jednego nasiębiernego koła wodnego przez system dodatkowych wałów i pasów transmisyjnych. Rekonstrukcji wymagało niezachowane koło wodne, część konstrukcji budynku, a także brakujące elementy częściowo zachowanych mechanizmów. Poza urządzeniami tartacznymi ekspozycję tartaku uzupełniają takie elementy, jak drewno do przecierania oraz gotowe deski, a także półki i szafki z narzędziami, zapasowe piły itp. przedmioty tworzące aranżację roboczej przestrzeni.